Sekta

Najprostsza definicja sekty, jaką udało mi się znaleźć mówi, że jest to „grupa opowiadająca się za jakąś doktryną albo za jakąś postacią i głoszonymi przez nią poglądami”. Sekta powstaje najczęściej w wyniku secesji z innej, większej grupy, która działa w tym samym obszarze, przede wszystkim religijnym, ale metaforycznie możemy stosować pojęcie do wielu innych dziedzin życia.
Sekty religijne, ale nie tylko, kojarzą nam się jednoznacznie źle. Podejrzani liderzy, pranie mózgu, oszustwa, nadużycia, manipulacja, rozrywanie tradycyjnych więzi rodzinnych i społecznych. Niosą z sobą niepokój, ponieważ konfrontują nas ze zjawiskami, które wydają się niedorzeczne, całkowicie nieracjonalne, w gruncie rzeczy bezsensowne, a jednak się wydarzają. Znamy wiele wyjaśnień tego fenomenu i jednocześnie widzimy specjalistów rozkładających bezradnie ręce w odpowiedzi na pytanie, jak temu przeciwdziałać, co z tym zrobić.
Historycznie rzecz ujmując sprawa nie jest już tak oczywista, ponieważ wiele ruchów, które ostatecznie utrwaliły się i zinstytucjonalizowały jako część naszej organizacji społęcznej w początkach swojego istnienia miały cechy sekt, a często w ten sposób były wręcz nazywane. To, co było dla nich wspólne, to odłączenie się od jakiegoś głównego nurtu. Motywację można by z grubsza opisać, jako zniechęcenie, rozczarowanie, poczucie wyobcowania, przekonanie o rozziewie pomiędzy deklaracjami a czynami.
Myślę, że ostatni akapit opisuje dość dobrze sytuację, kiedy to w XX wieku pojawiły się pierwsze grupy wykonawców deklarujących chęć wykonywania muzyki dawnej w stylu właściwym dla czasów, gdy ta muzyka powstawała.
Rozczarowanie brało się stąd, że w szeroko rozumianym środowisku muzycznym ich idee były ignorowane lub wyśmiewane, chociaż miały za sobą doskonałą dokumentację historyczną. Ponawiane nieustannie próby, by uzyskać akceptację dla alternatywnego sposoby myślenia o muzyce dawnej kończyły się zniechęceniem i poczuciem wyobcowania, ale też poszukiwaniem osób, które myślały podobnie. W poszczególnych środowiskach ujawniały się osobowości, które nadawały im ton. Byli to albo najlepsi spośród nich muzycy lub najlepsi organizatorzy, a najczęściej także myśliciele, którzy najklarowniej wyrażali wspólną dla wszystkich filozofię i mieli dar przekonywania, który sprawiał, że niewielkie środowiska szybko się rozrastały.
Ustawiały się w wyraźnej opozycji do większego środowiska, z którego się wywodziły i oczekiwały od swoich członków lojalności oraz wierności deklarowanym zasadom. Na tym tle dochodziło do sporów, spektakularnych zerwań i secesji, ale były one amortyzowane koniecznością współpracy. Poszczególne środowiska były zbyt małe, by pozwolić sobie na zamykanie się i ortodoksyjną zawziętość.
Ten model znajdujemy we wszystkich najważniejszych ośrodkach muzyki dawnej począwszy od końca lat czterdziestych dwudziestego wieku. Spojrzenie na nie przez pryzmat sekty nie wnosi może nic szczególnie oryginalnego, ale pozwala na pewno zrozumieć napięcie, które pojawiło się pomiędzy światem wykonawstwa współczesnego i historycznego oraz pomiędzy różnymi środowiskami i szkołami muzyki dawnej. Potrzeba ochrony tożsamości i obawa, że pewne wartości estetyczne, ale także etyczne, mogą rozmyć się i rozpłynąć, jeśli nie będą poddane kontroli, prowadziła do konfliktów. Ludzie potrafili się na serio kłócić, czasem zrywać wieloletnie przyjaźnie i znajomości, ale mimo wszystko byli w stanie patrzeć na siebie z dystansem i sarkastycznym poczuciem humoru.
Gdyby wszystkie sekty to potrafiły, może nie budziłyby w nas takiego niepokoju.
 
CZ