Okaleczony kawałek świata

W czasie podróży po Ziemi Lubuskiej zauważamy, że ta część Polski wciąż, pomimo tylu zmian, żyje w cieniu drugiej wojny światowej i w cieniu wielu innych nieszczęść, które się przez nią przez stulecia przetoczyły.
 
To dojmujące wrażenie, zwłaszcza gdy znamy zdjęcia pokazujące te miejsca często tuż na chwilę przed zniszczeniami. Z tej perspektywy jeszcze smutniej wyglądają wielkie puste przestrzenie pośród miejskiej zabudowy, których na zdrowy rozsądek nie powinno tam być i rzeczywiście nie było.
Nie mniej nielogicznie wyglądają bezstylowe klocki bloków mieszkalnych wciśnięte pomiędzy historyczną zabudowę. Nie, to nie jest piękne, ale czy mogło być inaczej? Chyba nie. Ograniczone możliwości ekonomiczne, brak dzisiejszej świadomości historycznej, polityczny kontekst, często głupota – to wszystko składało się na lubuską powojenną rzeczywistość.
 
To i tak cud, że tak wiele obiektów udało się uchronić przed totalną destrukcją, a niektóre miejscowości zachowały swoje układy urbanistyczne w formie pozwalającej docenić ich dawną świetność. Gdzieniegdzie zostały tylko resztki bruku, ale są i takie miejsca, gdzie w oknach i futrynach wciąż cieszy nas oryginalna stolarka.
 
Są wreszcie miejsca, które zaczynają nowe życie w ścisłym związku ze swoją historią. To też widać wyraźnie na Ziemi Lubuskiej – zaakceptowaliśmy przeszłość, która w tym miejscu nie jest wyłącznie przeszłością polską. Nie było to łatwe, ale jest inspirujące i na swój sposób wyzwalające. Cóż w cieniu wojny sprzed dziesięcioleci może być mniej bolesne niż życie w uścisku historycznych resentymentów.
 
Tej złożoności historii i współczesności Ziemi Lubuskiej doświadczamy przemierzając ją wzdłuż i wszerz w ramach „Przedsionka Raju”. Spotykając się z naszymi gospodarzami, możemy czuć się prawdziwie uprzywilejowani. Ich opowieści o przeszłości, ale też o planach na przyszłość bywają fascynujące. Ci ludzie, te spotkania i te opowieści to coś szczególnego, co z naszego punktu widzenia czyni „Przedsionek Raju” czymś znacznie więcej niż tylko cyklem kilkudziesięciu letnich koncertów.
 
Cezary Zych